Było wiosenne popołudnie, kiedy Armad zaproponował, żebyśmy poszli na imprezę organizowaną przez jego znajomą, jako, że wychodziłem już na prostą stwierdziłem, że bardzo chętnie się przejdę. Wtedy myślałem, że będzie to kolejna impreza jakich wiele, jednak jak się okazało była wyjątkowa, pozwoliła poznać I. i zmienić moje życie... zmienić na dużo lepsze.
Pamiętam jak dziś, drzwi otworzyła Agata, siostra Kingi, na imprezie o ile się nie mylę same dziewczyny, w pierwszym momencie uwagę na siebie zwracała w szczególności Wiola, ale po chwili z drugiego pokoju wyjawiłaś się Ty... Było w Tobie coś wyjątkowego, coś niesamowitego, malutka wzrostem dziewczyna od której biła taka radość, że można byłoby obdarzyć nią wszystkich nieszczęśliwych ludzi na świecie. Mimo, że byłyście młodsze, od Ciebie biła swego rodzaju dojrzałość, która nie ukrywam mimo sceptycznego podejścia bardzo mi zaimponowała. Jako, że byliśmy młodzi, wręcz jeszcze dzieciakami, tylko mi z całej ekipy (i Agacie) wybiła już 18stka, wiedziałem, że dziwna więź jaka wtedy się pojawiła między nami była czymś innym niż tylko zwykłą nową znajomością. Podczas wycieczki do promilka, kiedy to poszłaś z nami wiedziałem, że jesteś wyjątkowa, wiedziałem, że chce z Tobą Kochanie jeszcze nie raz porozmawiać, bo potrzebowałem bratniej duszy, która mnie zaakceptuje i zarazi swoim optymizmem. Na koniec imprezy wybiegłyście z Kingą na boso przed klatkę i biegałyście w kółko całe rozpromienione w kroplach deszczu który właśnie mżył, byłaś tak szczęśliwa, że zaraziłaś mnie swoim szczęściem mimo, że jeszcze kilka dni wcześniej myślałem, że cały świat stoi do mnie plecami. Twój optymizm i uśmiech od ucha do ucha, nie dawał mi spokoju, wiedziałem, że jest w nim coś wyjątkowego jak pokazało później życie nie myliłem się, ten wieczór zmienił mnie i mój świat już na zawsze, nawet nie wyobrażasz sobie KOCHANIE jak Ci za to dziękuję :*